Jerzy Kryszak - strona polskiego aktora i satytyka. Jerzy Kryszak Show.

Rozmowa z Jerzym Kryszakiem, aktorem i artystą kabaretowym, który ostatnio w starogardzkim kinie Sokół prezentował dwukrotnie program "Komisja śledcza na wesoło, czyli Kryszak show".

- Nie obawia się pan konkurencji? Wszak w Polsce nie brakuje rozbawiających nas polityków, choć czasem jest to śmiech przez łzy.
- To rzeczywiście jest problem, bo jeżeli jakiś polityk sam się zachowuje karykaturalnie, to nie ma sensu robić karykaturę karykatury bo z tego wyszedłby jakiś dziwoląg. W takiej sytuacji szukam sposobów, żeby te ich karykatury zrzucić mimo wszystko i zrobić to po swojemu. Poza tym teraz wszystkie gazety prześcigają się też w tytułach, zachęcając do kupna tytułami kabaretowymi, pisząc o wydarzeniach w Sejmie, czy w rządzie. Owszem, można byłoby te tytuły wykorzystać w kabarecie, ale skoro zostały już wydrukowane, pomysł odpada.

- Dlaczego w programie telewizyjnym .Mój pierwszy raz", który pan prowadzi, nie występują politycy?
- Od początku była taka koncepcja programu. Owszem, mogłoby to być nawet sympatyczne, bo zobaczylibyśmy polityków od innej strony, a wydaje mi się, że potrafię wytworzyć atmosferę, w której moi goście choć przez chwilę są bez masek, są zupełnie zwykłymi ludźmi. Tylko, że politycy są tacy drażliwi... Przekomarzają się, że może trzeba coś zrobić inaczej, albo o pewnych rzeczach lepiej nie mówić i tak dalej. Lepiej więc dać sobie z tym spokój.

- A gwiazdy, które pan zaprasza nie mają żadnych hamulców?
- Mają, ale w trakcie programu okazuje się, że to zabawa, a nie popisywanie się. Jeśli się śmiejemy w programie, to z samych siebie, ale bez złośliwości i osobistych wycieczek. Zdarzyło się jednak, że pewna znana osoba chciała zrezygnować z udziału w programie w trakcie je go realizacji, ze względu na zadanie, jakie miała wykonać. Nagraliśmy to do końca, ale publiczność była zszokowana, bo zobaczyła durne zachowanie idola.

- W jednym z wywiadów powiedział pan, że pańska publiczność bardzo różnie reaguje na polityczne żarty.
- To zależy od regionu, w którym występuję. Generalnie jednak Polska jest w tym względzie podzielona na linii Wisły. W zależności od tego, czy jestem na wschód, czy na zachód od Wisły, ludzie inaczej śmieją się z żartów o Kaczyńskich, a inaczej z tych o Tusku. Sięgając bardziej wstecz pamiętam, że kiedyś był taki moment, dwa tygodnie przed wyborami na prezydenta, gdy Wałęsa długo prowadził w walce z Kwaśniewskim. Potem jednak widzowie coraz bardziej reagowali na żarty z Wałęsy, ale coraz mniej na Kwaśniewskiego. Widziałem, że idzie zmiana w drugą stronę i Kwaśniewski zdobywa przewagę. To działało jak sondaż.

- Na scenie często pan gra właśnie Lecha Wałęsę. Były prezydent skorzystał kiedyś z prawa do krytyki?
- Tak, bo powiedział kiedyś: "Tak trzeba, trzeba, ale troszeczkę może przesadzacie" (aktor powiedział to głosem Wałęsy - przyp. red). Gdy grałem w zeszłym roku w Gdańsku występ oglądał Jarosław Wałęsa, ale ojca nie było. Potem spotkaliśmy się w parę osób przy kawie i był tam też Jarosław który skomentował moją grę mówiąc że jestem lepszy niż ojciec, (śmiech).

- Wystąpi pan w kontynuacji serialu "Alematywy 4", czyli w "Dylematach 5"?
- Tak. Zresztą w nowym serialu będzie grało 11-12 osób z "Alternatyw 4". Na przełomie maja i czerwca mają być pierwsze zdjęcia do serialu. Przeglądałem scena riusz i na pierwszych 10 stronach roześmiałem się 8 razy, a to mi się rzadko zdarza. Tak więc czuje się tu, tak a propos, Anioła Stróża Stanisława Barei (nieżyjącego reżysera "Alernatyw 4 - przyp. red.), takie delikatne muśnięcie jego skrzydeł.

- Dziękuję rozmowę.
Rozmawiał Maciej Jędrzyńsk

artykuł ukazał się w "Dzienniku Bałtyckim", dnia 24 lutego 2006

b&b audio
polskie kabarety | Soliści Kabaretowi | ekabaret